Skip to main content

Czy aplikowanie rzęs syntetycznych faktycznie niszczy rzęsy naturalne?

Gdy przychodzisz na aplikację rzęs, jako klientka oddajesz się w ręce certyfikowanej stylistki. Właśnie, certyfikowanej, a więc mała rada: ZAWSZE sprawdź, czy Pani do której się wybierasz, ukończyła szkolenie oraz przejrzyj galerię jej prac. Nie wybieraj pierwszej czy najtańszej w pobliżu – to Twoje oczy i zdrowie. Ale idąc dalej: na ten moment poza grzecznym leżeniem, wyciszeniem telefonu, zrelaksowaniem się i zmyciem makijażu, nie masz nic więcej do zrobienia. Stylistka, aby wykonać poprawną aplikację powinna przede wszystkim ocenić stan Twoich naturalnych rzęs. Bardzo często zdarzają się takie klientki, które chcą “długo i gęsto”, a niestety ich rzęsy nie należą do zbyt mocnych. Gdy źle dobierzemy wagę rzęs syntetycznych, możemy doprowadzić do tzw. łysienia trakcyjnego, czyli mechanicznego wyciągania rzęsy z mieszka włosowego, co w efekcie doprowadzi do mocnego przerzedzenia rzęs naturalnych. Wielokrotnie ściągałam stylizacje, które były po prostu nieodpowiednie dla danego oka, no i jest to jeden z pierwszych powodów, dla których nasze rzęsy po takim zabiegu mogą być w fatalnej kondycji.

Należy wspomnieć także, że podczas samej aplikacji nie powinnyśmy odczuwać bólu, pieczenia, mocnego łzawienia. Jeżeli czujesz, że płatki/taśmy Ciebie uwierają, uchylasz i otwierasz oczy, widzisz mocno światło lampy, czy odczuwasz bardzo mocne pieczenie: Twoja stylistka ma obowiązek to poprawić. Inaczej można doprowadzić do chociażby poparzenia rogówki, a sam zabieg powinien być relaksującym, a nie stać się dwugodzinną męczarnią.

Jak sprawdzić czy rzęsy zostały zaaplikowane poprawnie?

Po pierwsze, rzęs nie można czuć! Nie może być tak, że otwierając oczy masz wrażenie jakby ktoś dorzucił Ci na powieki dodatkowe kilogramy. Powinny być lekkie, nieodczuwalne i miękkie w dotyku. Po drugie, nic nie powinno Cię kłuć, ciągnąć czy sprawiać, że odczuwasz jakikolwiek dyskomfort. Jeżeli czujesz, że rzęsy po delikatnym dotknięciu kłują Cię w powiekę, oznacza to, że zostały one zaaplikowane zbyt blisko, co może spowodować zatkanie mieszków włosowych, osłabienie rzęs, podrażnienie skóry powieki i całą gamę nieprzyjemności. Kolejna sprawa, to te cudowne zjawisko niewypadania rzęs syntetycznych. Ile razy słyszałam, że „moje rzęsy trzymają się ponad dwa miesiące”. Okej- to, że aplikacja jest trwała to jedno, ale rzęsa naturalna żyje od 90 do 150 dni. Dlatego nie ma możliwości, aby zaaplikowane nam rzęsy nie zaczęły wypadać wraz z naszymi naturalnymi. Jeżeli po upływie dłuższego czasu nie zauważysz jakichkolwiek ubytków, a podczas czesania rzęs szczoteczka haczy, przez co nie ma możliwości ich swobodnego rozczesania, na 99% oznacza to, że Twoja aplikacja składa się ze sklejek, czyli źle odseparowanych kępek, które są ze sobą po prostu sklejone i nie mają fizycznej możliwości wypadania, a to kolejna przyczyna słabej kondycji rzęs naturalnych po ściągnięciu syntetyków.

Oczywiście nie czepiajmy się tak tylko tych złych stylizacji, ponieważ jest też sporo cech osobniczych, które mają na to wpływ. Należy do nich np. poziom naszych hormonów, w tym zmiany wysokości:

– progesteronu (odpowiada m.in. za utrzymanie ciąży),
– estrogenu (wpływa na kondycję włosów),
– prolaktyny (jej nadprodukcja także wpływa na wypadanie włosów i rzęs).

Zabawne, ale zabiegi beauty powinnyśmy wykonywać w okresie od 10 do 17 dnia cyklu, bo są one wtedy najbardziej efektowne i najmocniej „przyswajalne”. Dodatkowo, wpływ mają takie czynniki jak: menopauza, ciąża, połóg, antybiotykoterapia, kuracje hormonalne, sterydowe oraz aldehyd octowy, czyli „syndrom dnia poprzedniego”. Wiedziałyście, że idąc na tzw. „kacu” na zabieg stylizacji rzęs (a więc z wysuszoną łuską włosa), aplikacja będzie najprawdopodobniej nietrwała? Klej wyciąga resztę wilgoci z włosa, a jeżeli jej jest mało, to nie ma możliwości trwałej polimeryzacji. Klej lubi wilgoć (podczas pracy). Często stylistka już na etapie zabiegu, a także klientka świeżo po nim, przyczynia się do pogorszenia wiązania kleju, używając produktów, które są po prostu chemicznie niezgodne ze sobą.

 

Pielęgnacja pozabiegowa

Na ten temat jest dużo faktów i mitów wmawianych klientkom od lat. Prawda jest taka, że połowa moich klientek, gdy trafiają na moje łóżko po innej stylistce, niepewnie przyznaje, że nie myją rzęs lub nie wiedzą, jak to robić (bo przecież „rzęs nie można moczyć”). Nie można? Wręcz przeciwnie – trzeba! Jak odpowiednio więc pielęgnować nasze nowe rzęski? Mają nam one ułatwić życie, ale nie oszukujmy sie – basen, chlor, sauna, produkcja kwasu mlekowego podczas treningu, nadmierna produkcja łoju, substancje oleiste i dwufazowe, makijaż, eyeliner – to nie są najlepsi przyjaciele rzęs syntetycznych. Ile razy po aplikacji wróciłyście do domu i nałożyłyście podkład/korektor w okolice oczu? A wiecie, że w kosmetykach do twarzy jest bardzo duża ilość substancji oleistych? Mają one oczywiście za zadanie nie wysuszać skory, ale w przypadku rzęs, stopniowo wypuszczają „tłustą smugę”, która się na nich osadza. Dodatkowo nieregularne mycie, zbyt częste szczotkowanie, dłubanie, skubanie i spanie z twarzą̨ w poduszce – lista jest dłuższa niż przepis na dobry gulasz. A więc zanim zasypiesz swoją stylistkę wiadomościami typu: „Rzęsy mi lecą”, przyjrzyj się swojemu organizmowi, pielęgnacji domowej i łazienkowym rytuałom. Istnieje seria produktów, które na pewno Twoja stylistka może Ci polecić, właśnie stworzonych do pielęgnacji domowej. Często słyszę, że klientki używają do mycia samej wody. No dobrze, ale czy próbowałyście kiedyś domyć tłustą patelnię samą wodą? Domyślacie się, jaki jest efekt – żaden. Warstwa tłuszczu zostaje i obciąża. Zapomina się, że rzęsa jest włosem, a więc można to porównać do sytuacji, jakbyśmy nie myły skóry głowy, nie masowały jej i nie pielęgnowały. Myślę, że dość szybko zauważyłybyście utratę i wypadanie włosów. To samo jest w przypadku braku pielęgnacji powieki i rzęs.

Co zrobić, aby zregenerować rzęsy?

Najważniejsze, aby nie iść na skróty i nie sięgać po stymulatory wzrostu, czyli mocno promowane odżywki do rzęs. Dlaczego? Ponieważ w większości przypadków w składzie takich produktów są „pobudzacze” do wzrostu, które mobilizują włos w nienaturalny sposób i najczęściej po odstawieniu mamy efekt odwrotny – rzęsa się łamie i nie ma siły sama rosnąć. Nie wspomnę już o licznych alergiach, zaczerwienieniach powieki itd. Polecam więc bardziej naturalne sposoby: suplementację biotyny (a także witamin na porost włosów i poprawę ich kondycji), dietę i odpowiednie nawadnianie, masaż powieki oraz naszego odwiecznego przyjaciela, jakim jest olejek rycynowy (stosowany regularnie, wieczorem przed snem).

 

Pamiętaj: wybieraj zaufane, doświadczone stylistki, aby mieć pewność, że trafisz w odpowiednie ręce i będziesz mogła cieszyć się pięknym, wyrazistym spojrzeniem!